czwartek, 4 maja 2017

Strona 3

Nie spałam już od dobrej godziny. Leżałam na łóżku i zastanawiałam się, jak dzisiaj spędzić dzień. Może bym poszła na rower? Albo zadzwoniła do ludzi i spytała się, czy mają czas się spotkać.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms-a. Napisała do mnie przyjaciółka z pytaniem, czy chcę dziś z nią wyjść. Oczywiście się zgodziłam i umówiłyśmy się za godzinę.
To teraz należało by w końcu wstać. Wzięłam ubranie i poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę w prysznicu i odczekałam chwilę, aż będzie ciepła.
Gdy woda spływała po mojej skórze, nagle przypomniałam sobie, co się stało wczoraj. Poczułam jak moja twarz robi się momentalnie gorąca. Zakryłam ją dłońmi i pozwoliłam by bezbarwna ciecz spływała mi po głowie.
To takie zawstydzające. Na samą myśl o wczorajszym dniu, mam ochotę schować się pod kołdrę i z niej nie wychodzić. Westchnęłam,  zakręcając przy tym wodę. Nie chcę czuć tego negatywnego uczucia. Muszę się go jakoś pozbyć.
Gdy wysuszyłam włosy i się przebrałam, usiadłam na łóżku i wzięłam telefon. Odblokowałam ekran i zobaczyłam, że mam jeszcze pół godziny do umówionego spotkania. Włączyłam internet, by sprawdzić wyświetlenia na blogu oraz czy są jakieś nowe komentarze. Przeczytałam prośby dotyczące drugiej części i się uśmiechnęłam. To bardzo miłe uczucie, gdy coś co piszesz podoba się innym. Może rzeczywiście napisze kiedyś dalsze losy bohaterów?
Położyłam się na łóżku szczęśliwa. Popatrzyłam się w sufit, gdy nagle mój brzuch wydał z siebie dźwięk.
Wstałam i zeszłam na dół, aby zjeść śniadanie. Rozejrzałam się, ponieważ nikogo dziś jeszcze nie widziałam, ani nie słyszałam. Najwyraźniej reszta domowników, w przeciwieństwie do mnie, od początku miała plany, nawet jeśli to pójście do pracy.
Gdy skończyłam jeść kanapkę, usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam szybko na zegarek. Już tak późno? Pobiegłam otworzyć drzwi, a sama zaczęłam zakładać buty.
- Jagoda! - powiedziała z naburmuszeniem moja przyjaciółka. - Czyżbyś zapomniała o spotkaniu ze mną?
- Nie, no co ty - odpowiedziałam patrząc w jej stronę i biorąc jednocześnie klucze od domu.
Kaja była ubrana w bladożółtą sukienkę, która idealnie pasowała do jej lekko opalonej karnacji i ciemnych, niemalże czarnych włosów. Była moim przeciwieństwem- chuda i drobna. Zawsze zazdrościłam jej urody, ale nie narzekałam zbytnio na swoją.
- Już idziemy - powiedziałam zamykając drzwi.
Szłyśmy po mało ruchliwych uliczkach, opowiadając sobie o nowościach. Praktycznie to tylko ona mówiła a ja słuchałam. Zawsze kochała plotować i gadać co jej ślina na język przyniesie, a ja zawsze słuchałam
- Ech, tak mi smutno, że nie będziemy już chodzić do szkoły- powiedziała ze smutkiem i się do mnie przytuliła. - Tak się przyzwyczaiłam... Byłyśmy razem od podstawówki, a teraz idziemy kompletnie do nowych szkół...
- Spokojnie - przytuliłam ją mocniej. - Przecież dalej będziemy przyjaciółkami, a w dodatku mieszkamy bardzo blisko siebie.
- No niby tak... - przyznała odrywając się ode mnie. - A wiesz co ostatnio się stało?
Uśmiechnęłam się do siebie. Kochałam jej beztroskość. Najpierw przejmuje się jedną rzeczą a po chwili, jak gdyby nigdy nic, zmienia temat, a przy tym nastrój.
- Ostatnio jechałam pociągiem złożyć papiery do liceum i wiesz co? - zapytała z entuzjazmem. - Przez cały czas patrzył się na mnie taki jeden chłopak, nawet przystojny. Jak na niego spojrzałam to się do mnie uśmiechnął i okazało się, że wysiadamy na tym samym przystanku. Skończyło się tak, że mam jego facebook'a!
Spojrzałam na nią. Nie dziwię się, że jest podrywana przez wielu facetów. Zwykle miała uśmiech na ustach, który dodaje jej jeszcze większego uroku. Może też powinnam się częściej uśmiechać?
- A gdzie chodzi? Do twojej szkoły?
- Jeszcze nie wiem. Dzisiaj do niego napiszę - odpowiedziała szybko Kaja. - Ale mówię ci, dziewczyno, miał krótkie, ciemnoblond włosy i takie śmiejące się oczy... - powiedziała rozmarzona.
W tym momencie przypomniał mi się Aleksander. Jego niebieskie oczy, schowane za okularami i ukrywające wszelkie uczucia. Zrobiłam się momentalnie czerwona. Tylko czemu??? Nie wierzę, że nadal przeżywam to, co było wczoraj. Ale jak nie to, to co?
- Jagoda! - wyrwał mnie z myśli głos mojej przyjaciółki.
- Hm? Co? - zapytałam zdezorientowana.
Ta się na mnie popatrzyła podejrzanie. Proszę, niech tylko nie zauważy tych rumieńców, bo zaraz zacznie się o wszystko dopytywać.
- A co nowego u ciebie? Byłaś już w nowej szkole?
Odetchnęłam w duchu z wielką ulgą.
- Nie, jeszcze nie.

***

Gdy wróciłam do domu nadal nikogo nie było. Poszłam do swojego pokoju i włączyłam komputer, a później muzykę. Internet tak chciał, że nagle leciały muzyki o miłości. Nie chciało mi się ruszać z łóżka i to zmienić. Pogrążyłam się w myślach.
Chciałam znaleźć wreszcie sobie kogoś, ale niestety nie miałam super dobrych kontaktów z płcią przeciwną. Może w liceum to się zmieni? Może wreszcie kogoś ciekawego poznam? Było by bardzo fajnie...
Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam, przytulona do poduszki.


____________________________________________
Matko... Ile ja się zbieram by cokolwiek napisać?
Wybaczcie mi moją nieobecność!  ;_;
Ale w końcu udało mi się napisać Stronę 3...
Mam nadzieję, że wezmę się w końcu za pisanie tegoż oto pomysłu!
Matane~
/~NekoNestee

PS. Jak są błędy to pisać! >_<

poniedziałek, 28 listopada 2016

Strona 2

-Jagoda, wstawaj, jak chcesz jechać! - powiedział mój brat z pretensją, przez otworzone drzwi.
Spojrzałam leniwie na zegarek. Jedenasta. Zdecydowanie rano.
Dziś mieliśmy jechać do jego kolegi. Chciałam jechać, no bo co mogłam zrobić? Kolejny dzień spędzić przed monitorem? Na pewno nie, a poza tym byłam ciekawa, jak będzie.
Wstałam i poszłam do łazienki. Po powrocie przebrałam się w przygotowane ubranie. Wczoraj, nie wiedzieć czemu, pół godziny myślałam nad tym, co mam dzisiaj założyć. W końcu, trochę trudno wybrać strój, w którym wygląda się ładnie, a jednocześnie może on zostać zniszczony przy malowaniu. Rozpuściłam włosy i użyłam tylko tuszu do rzęs.
- Jagoda! - dało się usłyszeć zniecierpliwiony głos mojego brata.
- Idę! - odpowiedziałam, zbiegając ze schodów.
Wzięłam szybko kromkę chleba, posmarowałam masłem i na to położyłam plasterek szynki. Zaczęłam jeść w pośpiechu, podczas gdy Dawid ubierał buty.
Wtedy przyszła mama i powiedziała, że nas podwiezie.

Gdy wysiedliśmy z samochodu, mama od razu odjechała. Podeszliśmy do czarnej furtki bardzo ładnego domu. Był średniej wielkości, bladoniebieski, z szarym dachem. Od boku dało się zauważyć werandę, na której były stoły z ławkami.
Brat zadzwonił domofonem. Po kilku sekundach, wyszedł po nas chłopak, mniej więcej wzrostu Dawida.  Jego blond włosy były rozrzucone na wszystkie strony, a kosmyki spadały mu na okulary. Wyglądał trochę jak przeciwieństwo mojego brata, który był krótkowłosym szatynem, z piwnymi oczami i cały czas się uśmiechał do wszystkich oraz był bardzo otwarty. Nowy chłopak na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie cichego człowieka, który nie za często okazuje emocje. Ale kto wie? Może się mylę.
- Cześć Aleks! - powiedział radośnie Dawid i przybił piątkę ze swoim przyjacielem - To moja siostra, Jagoda. Jagoda, to Aleksander.
- Miło mi - powiedział spokojnym tonem i wyciągnął do mnie rękę.
- Mi również -odparłam odruchowo i chwyciłam jego dłoń. Spojrzałam na jego twarz i moją uwagę przykuły jego intensywnie błękitne oczy. Ach! Jak ja zazdroszczę ludziom takich oczu! - Jak mam ci mówić?
- W sumie, jest mi to obojętne.
- To mów do niego Aleks! - powiedział z entuzjazmem mój brat. Serio, skąd on bierze tą energię?
Ruszyli przede mną ku drzwiom. Ja się rozejrzałam i mogłam stwierdzić, że to był nawet duży teren. Przy ogrodzeniu rosły tuje a z drugiej strony domu dostrzegłam część ogrodu.
Gdy przeszłam przez próg domu, poczułam jakby mnie coś trafiło. Nagle poczułam się strasznie nieswojo i zakłopotana. Jakbym była zwierzęciem, które weszło na nie swój teren. Niefajne uczucie. Zaczęłam się zastanawiać, po co ja w ogóle tu przyszłam.
- Masz coś do picia? - zapytał mój pełen emocji brat.
- Tak, w kuchni masz sok - powiedział spokojnie Aleks.
Kompletne przeciwieństwa. David nigdy nie kryje swoich uczuć i jest optymistą. Aleksander praktycznie ma tą samą intonację głosu i wyraz twarzy. Jakim cudem oni się dogadują?
Blondyn też poszedł do kuchni, a ja nadal stałam w przedpokoju.
Dobra. Przezwyciężę to niemiłe uczucie. Może się przyzwyczaję. Ruszyłam do chłopaków.
- Jagoda, też... - zaczął niebieskooki, ale mój brat przerwał mu mówiąc głośniej:
- Chcesz soku?
- Tak, poproszę - powiedziałam nadal trochę zakłopotana.
David podszedł do szafki i wyjął kubek, po czym, cały czas z uśmiechem na ustach, nalał mi napoju.
- Ej, nie zachowuj się, jak u siebie w domu - skarcił go przyjaciel. Nawet gdy miał pretensję, to jego brwi tylko drgnęły. Wyraz twarzy miał na prawdę cały czas taki sam.
Mój brat po prostu go zignorował.
Wzięłam szklankę z sokiem.
To było takie fajne, że się tak dobrze dogadują. Chciałabym też mieć taką osobę.
- To idziemy malować? - zapytał szatyn.

W garażu wszystko było przygotowane. Na podłodze była folia, a na niej trzy puszki białej farby. Aktualnie ściany były szare i brudne, ale co się dziwić, to w końcu garaż. Z każdym krokiem rozchodziło się lekkie echo.
- Wziąłeś głośnik? - zapytał brat.
- Nie, został na biurku - odpowiedział Aleks, po czym brunet wyszedł.
Zaraz. Dawid wracaj tu! Nie zostawiaj mnie samej z twoim kolegą, którego nie znam! Nie przepadam za poznawaniem nowych osób.
Aleksander wziął puszkę farby, pędzel i podszedł do ściany. Nie wiedząc co mam zrobić, zrobiłam to samo.
- Jagoda, jak chcesz to maluj do połowy ściany, albo jak najwyżej potrafisz. Potem możemy wziąć drabinę - rzekł zwykłym dla siebie głosem.
Coś jakby mnie trafiło. Czy to była sugestia, że jestem niska? Może metr sześćdziesiąt cztery to rzeczywiście mało, w porównaniu do około metra osiemdziesięciu, no ale... Ech, prawda boli.
- Dobra - powiedziałam, na szczęście, zwyczajnym tonem.
Zawsze wśród nowych znajomych jestem w miarę normalna, ale jakoś nie teraz. Może dlatego, że to przyjaciel mojego brata? Że nie chcę Dawidowi zawadzać? By się mnie nie wstydził? Tak, to zdecydowanie mój powód zdenerwowania.
Podeszłam do ściany, wzięłam pędzel i zaczęłam ją malować. Niepokoiła mnie tylko ta cisza w pomieszczeniu. Nawet jeśli bym chciała zacząć rozmowę, to i tak nie wiem o czym mogę z nim gadać. A jak palnę coś głupiego? Lepiej się nie odzywać. Z resztą, jestem przyzwyczajona do takiej ciszy. Tak myślę... Jestem bardziej samotnikiem, więc pewnie dlatego wolę taką sytuację. Chociaż...
Spojrzałam na Aleksandra, który malował. On to chyba zauważył, bo się obrócił w moją stronę i przekrzywił głowę, w niemym pytaniu, o co mi chodzi.
- Nie, nic! - rzuciłam zakłopotana i wróciłam do malowania.
Czułam, jak moja twarz zaczyna lekko piec, a serce przyspieszyło. Denerwowałam się. W podstawówce bardzo się przejmowałam, co ludzie o mnie pomyślą. Myślałam, że w gimnazjum się tego pozbyłam! Ale teraz... Chyba po prostu nie chcę się ośmieszyć, ale jakoś mi to, kurde, nie wychodzi.
Wreszcie wrócił Dawid z małym głośnikiem w ręce. Podłączył go do telefonu i puścił muzykę. Nareszcie cisza przerwana, a poza tym przyjemniej mi się malowało. Brat stanął koło kolegi i razem malowali jedną ścianę, gadając przy tym. Głównie było słychać szatyna, który często się śmiał i głośno mówił. Aleksander rozmawiał cicho i spokojnie. Aż mnie to dziwi, że można takim tonem cały czas się wyrażać. Ja za często nie włączałam się do rozmowy. Nie miałam takiej potrzeby.
Pogrążyłam się w myślach tak bardzo, że nie zauważyłam nawet, kiedy chłopcy zaczęli malować tę samą ścianę co ja, tylko że wyższe części. Kątem oka zważyłam, że bliżej stojący blondyn się na mnie patrzył. Spojrzałam się na niego, a raczej w jego przykuwającą  uwagę oczy. Zaczęłam się niepokoić. Coś źle zrobiłam? Co mogłam zrobić źle w malowaniu ściany na jeden kolor?
- Masz... - zaczął blondyn, ale mój brat, stojący za nim mu przerwał:
- O, Jagoda, masz farbę na twarzy.
Aleksander się odwrócił do przyjaciela i walnął go w ramię. Ja się zarumieniłam. To dlatego się tak gapił! Nawet nie wiem jakim cudem się ubrudziłam.
- Ałła, za co? - zapytał z żalem mój brat.
- Bo mi przerywasz, gdy ja mówię - rzekł stanowczo.
- Gdzie jest łazienka?... - zapytałam ze spuszczoną głową, by nie widzieli mojego zakłopotania.
- Kory... - zaczął cicho Aleksander, ale Dawid znów mu przerwał. Chyba robi to nieświadomie.
- Korytarzem, po lewej.
Mogłam się tylko domyślić, że blondyn patrzy się na kolegę tak, jakby chciał go zabić.
- Nie bij - powiedział szatyn lekko rozbawiony.
Wyszłam z garażu i ruszyłam przejściem przez hol do łazienki. Stanęłam przed lustrem. Moja twarz była cała czerwona. A co gorsze, białe plamy na nosie i policzkach tylko to podkreślały. Szybko zaczęłam myć twarz. Na szczęście, farba była jeszcze świeża, więc ławo schodziła.
Ale czemu się tym tak przejmuję? Przecież przyszłam tu malować, więc to oczywiste, że mogę się ubrudzić farbą. Z drugiej strony, wyglądałam trochę głupio, przez co Aleksander może pomyśleć, że też taka jestem i stracić szacunek do Dawida... Spojrzałam na siebie, po tym, co właśnie pomyślałam i walnęłam się ręką. Zdecydowanie przesadzam. Zdecydowanie.

 ***

Leżałam w łóżku, patrząc się na sufit. W pokoju było już ciemno, ale mimo to jakoś nie potrafiłam zasnąć. Byłam tak od dłuższego czasu, pogrążona w myślach. Głównie miałam w głowie dzisiejszy dzień. Przypomniało mi się, że gdy wróciłam z łazienki, potknęłam się o folię i omal nie wylądowałam w farbie. W ostatnim momencie złapałam resztki równowagi, ale mimo to poleciałam na ziemię obok puszki. Rany jaki wstyd!
Na to wspomnienie zrobiłam się czerwona.
Trzeba być mną, żeby potknąć się na prostej drodze. Wtedy, mój brat się śmiał, natomiast Aleksander zapytał się, czy wszystko dobrze, ale nie to mnie w tamtym momencie zakłopotało, a jednocześnie zaskoczyło. Widziałam, jak jego kącik ust poszedł w górę, jego uśmiech. Może i słaby, ale jednak dostrzegalny. Tylko wtedy widziałam, że miał inną minę niż zazwyczaj. A może on często się uśmiecha? W końcu, nie znam go na tyle długo, by to stwierdzić, ale tyle zauważyłam, kiedy przez dzisiejsze pół dnia u niego byłam.
Obróciłam się na bok i skuliłam się pod kołdrą, nadal czując lekko piekące policzki.
W głowie wciąż miałam jego niebieskie oczy. Ach, zazdroszczę ludziom, którzy takie mają.
Serce nadal mi nieregularnie biło. Pewnie przez przeżycia z dzisiejszego dnia i lekkiego poddenerwowania. Mam nadzieję, że nie przyniosłam dzisiaj bratu wstydu...

______________________________________
Ach! Strona Druga! Kto się cieszy?
*świerszcze*
Jeśli nikt to trudno!
Ja się cieszę ^^

/~NekoNestee

sobota, 12 listopada 2016

Strona 1

Spałam spokojnie w swoim łóżku. Śnił mi się przepiękny sen, w którym spotkałam swój ideał chłopaka. Ten sam, którego stworzyłam na potrzebę swojego opowiadania na blogu. Miły, uroczy... jego zalety można wymieniać w nieskończoność. Jednak z przyjemnego snu, wyrwał mnie nagły dźwięk otwieranych drzwi.
Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam, kto znów przywrócił mnie do nudnej rzeczywistości. Nikt inny, jak mój tata.
- Jagoda! Wstawaj już pierwsza! - powiedział radośnie.
Super. Widzę, że humorek mu wyjątkowo dopisuje. Zazwyczaj, jak długo nie wstaję, to otwiera cicho drzwi i delikatnie mnie budzi, a nie praktycznie "z buta wjeżdża".
Spojrzałam na niego zaspanym wzrokiem i nic nie powiedziałam, tylko narzuciłam część swojej cieplutkiej kołdry na głowę, którą wtuliłam w miękką poduszkę. Nie lubię wstawać kiedy mi każą, a już w szczególności w wakacje. Mam wolny czas, nic nie muszę... Takie wspaniałe uczucie. To dlaczego mam opuścić najlepsze miejsce na świecie?
Tata widząc moją reakcję, podszedł do łóżka i usiadł obok. Zaczął głaskać mnie po plecach na rozbudzenie, co zawsze jakoś mi pomagało.
- No wstań wreszcie - rzekł proszącym, lecz nadal szczęśliwym tonem.
- Nie. -Powiedziałam niczym małe dziecko.
Nie widziałam jego twarzy, ale mogłam zgadywać jaką teraz miał minę. Rodzica, który prosi, bym go posłuchała. Chwilę później zaczął mnie łaskotać. Miałam duże łaskotki, przez co zaczęłam się śmiać.
- Dobra, wygrałeś! - wyrzuciłam z siebie - Daj mi jeszcze piętnaście minut.
- Ale wstaniesz? - upewnił się, zaprzestając swoich czynów.
- Tak, tak - odparłam, leżąc na boku i tuląc się do kołdry.
Tata pocałował mnie w czoło i wyszedł, przymykając białe drzwi.
Położyłam się na plecach i patrzyłam tępo w błękitny sufit. Na prawdę nie chce mi się wstawać. Inaczej, nie widzę powodu, by wstawać. Nic na dziś nie mam zaplanowanego. Jak znam życie, to pewnie na resztę dnia wyląduję przed komputerem i będę oglądać różne seriale, dzięki którym oderwę się od rzeczywistości. Trochę to smutne, że nie mam takiego życia, że każdego dnia nie wychodzę z przyjaciółmi lub coś się ciekawego dzieje. Na szczęście znalazłam na to sposób. Jakiś czas temu zaczęłam pisać opowiadanie, o księżniczce pewnej krainy, która spotyka swojego księcia i o ich przygodach. Może słabe i powszechne, ale mnie sprawiało to przyjemność. Pozwalało stworzyć własne życie, nadać kształt moim historiom, wymyślonym przed snem. Sprawiało mi to radość i zapominałam, co się dzieje wokół mnie. Nie byłam w tym jakoś super dobra, ale robiłam to, bo chciałam i byłam z tego zadowolona.
Natomiast teraz, w środku wakacji, nie mam pomysłu, co ze sobą zrobić. Swoje opowiadanie skończyłam może tydzień temu i pewnie dlatego nadal leżę oraz patrzę się na sufit.
Nagle zaburczało mi w brzuchu. To oznaczało, że jednak muszę wstać. Usiadłam i rozejrzałam się po pokoju.
Popatrzyłam na obrazy aniołów, które wisiały na białej ścianie i kolorystycznie pasowały do sufitu. Na przeciwko łóżka były drzwi, a obok nich biurko z jasnego drewna. W tym samym kolorze, przy prawej i lewej ścianie znajdowały się dwa regały, komoda oraz szafa z lustrem. Łóżko stało po środku, pod oknem. Podłogę pokrywała granatowa wykładzina. Cały pokój był średniej wielkości. Mimo że jest ładny, to i tak często mam w nim bałagan. Nie należę do osób, które wszystko odkładają na miejsce. Raczej wszystko odkładam na biurko, przez co w ciągu roku szkolnego można grać nagromadzonymi podręcznikami w Jengę.
Wstałam i podeszłam do szafy. Nie wiedzieć czemu zastanawiałam się nad tym, co dzisiaj założyć. Przecież nikt nie będzie mnie widział, prócz rodziców. Wzięłam czarną, luźną bluzkę z kotem i jasne spodnie. Nie byłam jakoś specjalnie chuda, ale nie zaliczałam się też do grubych. Lubiłam nawet swój wygląd, a w szczególności swoją twarz, moje piwne oczy i długie do ramion, lekko kręcone, brązowe włosy. Ostatnio pofarbowałam je na ciemniejszy kolor, więc teraz jeszcze bardziej mi się podobały.
Poczułam bardzo apetyczny zapach, dochodzący z dołu. Natychmiast wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni.
Na piętrze były trzy pokoje: mój, mojego o rok starszego brata oraz łazienka. Na dole znajdowała się sypialnia rodziców, kuchnia, salon oraz druga łazienka.
Gdy weszłam do pomieszczenia, zobaczyłam mamę stojącą przy płycie elektrycznej.
Szybko wzięłam talerz i zaczęłam sobie nakładać.
Kurczak z ryżem. Najlepszy obiad na śniadanie.
Poszłam z miską do salonu, gdzie na kanapie leżał mój tata i oglądał telewizję. Usiadłam na fotelu i przysunęłam stół.
Jedząc zauważyłam, że mama zaczyna się ubierać do wyjścia.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytałam.
- Po Dawida. Wrócił z obozu.
Brat był w drużynie harcerskiej. Też kiedyś byłam, ale chodziłam do innej drużyny, a tam nie było zbyt fajnie. Natomiast on siedzi w tym już około sześciu lat, za co go podziwiam.
- Poczekaj na mnie. Jadę z tobą - powiedziałam i szybko skończyłam posiłek.
Po drodze myślałam, jak to było, jak ja wróciłam ze swojego pierwszego obozu harcerskiego. Pamiętam, gdy Dawid był mały i wyjechał, to po powrocie chwalił się, że rusza myszką od komputera. Nie rozumiałam, co może być w tym takiego nadzwyczajnego, dopóki sama nie spędziłam miesiąca w lesie, odcięta od elektroniki. Po takim upływie czasu, ruszać kursorem na ekranie to serio dziwne uczucie.
Dojechałyśmy. Na parkingu stały autokary, a ludzi już praktycznie nie było. Został mój brat i parę innych osób, które chyba były kadrą lub kimś w tym rodzaju.
- Dłużej się nie dało? -zapytał Dawid z lekką irytacją mamę, wysiadającą z samochodu.
- Oj,  przepraszam. Wiesz, że zawsze się spóźniam - odparła idąc do syna i go przytuliła. Ja też wysiadłam i podeszłam do brata.
- To idę powiedzieć, że cię zabieram - rzekła, odchodząc.
- Cześć Jagoda - powiedział z uśmiechem.
- Cześć Dawid - przywitałam go i przytuliłam - Jak tam ci było?
- A bardzo fajnie. Szkoda, że tylko miesiąc.
- Ja cię nie zrozumiem - rzekłam zrezygnowana.
Tego samego wieczoru, brat opowiadał, co się ciekawego wydarzyło na obozie. Mówił, jak śmiesznie narzekali nowi harcerze i jakie pomysły miał ze swoimi kolegami.
- Mamo, mogę jutro iść do Aleksa? Poprosił mnie o pomoc przy malowaniu ścian. - zapytał na końcu.
Aleksander. Z tego co wiem, to jego przyjaciel od... dawna. Chodzą do tej samej drużyny i często razem grają i gadają przez Skype. Nigdy z nim nie rozmawiałam, ani go nie widziałam.
- Dobrze - odparła bez namysłu, po czym spojrzała na mnie - A może zabierzesz też Jagodę?
CO? Zatkało mnie. Mam iść do kogoś, kogo nie znam??? To, że od dwóch tygodni nie wychodziłam z domu, nie znaczy, że muszę gdzieś iść.
- No spoko - odparł bez najmniejszego sprzeciwu - A chcesz? - zapytał się mnie.
Czy chcę?... Dobre pytanie. Co prawda, czuję się trochę samotna, no ale... przychodzić do kogoś od tak?...
- Sama nie wiem... -rzekłam.
- A co masz lepszego do roboty? - powiedziała mama.
- Właściwie, to nic, ale nie chcę się narzucać.
- Nie będziesz - odparł Dawid. - Pomożesz nam.
- No dobra... - zgodziłam się, nadal zaniepokojona.
I tak oto już mam zaplanowany jutrzejszy dzień i raczej nie skakałam z radości. Bałam się obcych osób, a do tego, przecież to kolega brata, więc tym bardziej nie wiedziałam czego mam się spodziewać...
________________________________________
Witam Cię serdecznie, Drogi Czytelniku!
Mam nadzieję, że zawitasz tu na dłużej ^^
Boże, co ja pierdziele... -_-lll
Ja jeszcze nic nie piłam! To tylko Cola!
Ok, pomiń tą moją wypowiedź...
Mam nadzieję, że Ci się to opowiadanie spodoba! ^^
/~NekoNestee

Pseudo Opis

Pisanie jest wspaniałym uczuciem. Nadajesz kształt swoim myślom i tworzysz coś zupełnie innego, a przede wszystkim swojego.
Pewnego razu się zakochałam. Niestety, nie miałam za dużych szans, by to była szczęśliwa miłość. Wtedy postanowiłam napisać fanfiction. Fanfiction do mojego życia.





UWAGA!!!
Nie wiem jak często będą się pojawiały rozdziały, ponieważ nie chcę się zmuszać do pisania i traktować tego, jako coś co muszę a nie chcę. (oczywiście nie będzie to coś w stylu: jeden rozdział na ruski rok)